czwartek, 21 grudnia 2017

Moje życie z Gwiazdą, część druga

Dziś mija dokładnie 8 miesięcy od zakupu mojej Gwiazdy vel Szarego, czyli Mercedesa 190E 1.8. Przez ten czas przejechałem za jego kierownicą prawie 6500 kilometrów, bez większych przygód. Wóz ani razu mnie nie zawiódł i zawsze bez problemu dojeżdżał do celu podróży. Jeśli chodzi o czynności serwisowe, to od czasu poprzedniego wpisu ograniczyły się one do zwyczajowej wymiany oleju i filtrów.

Podwójne widzenie na Starym Bemowie. W okolicy widuję jeszcze 2 inne egzemplarze w tym kolorze.
6500 przejechanych kilometrów przekłada się na 13 tankowań, co daje już niezły ogląd na spalanie. Średnie zużycie paliwa na tym dystansie wyniosło 8,89 l/100km. Nadal uważam to za całkiem przyzwoity wynik, biorąc pod uwagę, że przeważnie na każdym zbiorniku paliwa 1/3 kilometrów przejeżdżam w trasie, a 2/3 po mieście. Najniższy wynik udało się uzyskać podczas wycieczki do Lublina (o powodach której przeczytacie w dalszej części tekstu) – Szary po raz pierwszy (i jak na razie jedyny) zszedł poniżej 8 l/100km i zadowolił się 7,96 l/100km. Wyjazd do Częstochowy i jazda trasami szybkiego ruchu zaowocowała spalaniem na poziomie 8,5 l/100km, z kolei po mieście (zwłaszcza teraz, gdy zimno) należy liczyć się z wynikiem 9,5-10 l/100km. A propos zimna, wypada zauważyć, że ogrzewanie działa sprawnie i dość szybko z nawiewów zaczyna lecieć ciepłe powietrze.

"Ustawka" z Sierrą znajomego
Ale najważniejsze jest coś innego... Szary idealnie sprawdza się jako rajdowóz! We wrześniu nasza trzyosobowa załoga wybrała się na wycieczkę do Lublina na rajd nawigacyjny ManuTAP 17,5, który ukończyliśmy na 2. miejscu. W listopadzie zaliczyliśmy start w kolejnym rajdzie – Uczestnicy Organizatorom 2017 i ponownie zajęliśmy 2. miejsce. Fartowny wóz i dobra ekipa ;)

Jedyne zdjęcie z wyjazdu do Lublina. Pitstop w Rykach.
Podsumowując, nasza relacja z Szarym układa się bardzo dobrze. Koszty użytkowania jak dotąd są na umiarkowanym poziomie, właściwie tylko jeżdżę i tankuję ;-) Jazda w trasie tym autem to czysta przyjemność – po przejechaniu kilkuset kilometrów jednego dnia nie czuć zmęczenia. No i mimo najsłabszego benzyniaka w gamie W201, całkiem fajnie spisuje się w próbach sportowych, w czym pomaga także legendarna zwrotność.

niedziela, 29 października 2017

MIKS ZAGRANICZNY: Kreta

Ostatni tydzień września spędziliśmy na Krecie. Jednak zamiast siedzieć w hotelu nad basenem i korzystać z open baru, woleliśmy zwiedzać. Okazało się, że ta największa z greckich wysp jest po prostu rajem dla grat-spotterów! Na każdym kroku można było spotkać jakiś ciekawy wóz. Przygotujcie swoje organizmy na sporą dawkę żelaza :D

Jeszcze przed wylotem, Syrena R20 w strefie wolnocłowej na Okęciu. Prestiż.
Pierwszy grat upolowany na Krecie. Wypatrzyłem go z tarasu restauracji i już wiedziałem, gdzie najpierw pójdziemy po zakwaterowaniu :P Przez cały nasz pobyt nie ruszył się nawet o milimetr.
Jestem dumny z tego zdjęcia
Datsun/Nissan 1200. Chyba najpopularniejszy pickup na Krecie. Jest ich tyle, że w pewnym momencie przestałem je już fotografować.

Fiat Fiorino. A w tle Caddy z jednego z wcześniejszych zdjęć.


Cinquecento Soleil. A w tle kolejny gruz-pickup
Panda <3 <3 <3 Było ich niestety mniej niż się spodziewałem, w dodatku większość już jako ewidentne nieruchomości.

Ypsilon Panna Cotta Edition

Niezgnita Dedra!


Koneser


190E 1.8 :D Spotkaliśmy kilka W201, wszystkie były benzynowe. Diesle już dawno w Afryce.
WTEM!

Na parterze nieukończonego budynku gnije sobie Alfasud
A obok niej Łada 2105
Grecy mają dość swobodne podejście do stanu technicznego pojazdów. Jeździ? Jeździ. Więc w czym problem?
Przed przylotem na Kretę powiedziałem, że nie wrócimy, dopóki nie spotkam Poloneza. Udało się trzeciego dnia, podczas wycieczki do Agios Nikolaos. 
Agios Nikolaos okazało się wybitnie gratogennym miastem.


Widzieliśmy kilka małych warsztatów, upchniętych między zwykłymi domami mieszkalnymi, w centrum miasta. Czerwone Fiorino wozi części.
W jednej z bocznych uliczek - zakład zajmujący się wymianą wydechów i dorabianiem kluczy.

Truck raz jeszcze


W dyzlu!
Kolejne 1.8


Cudowna, wspaniała, chciałem ją zabrać ze sobą.

Ogórek

Sądząc po zapachu, była kocią kuwetą





Suzuki LJ80. Wyglądało groźnie, więc bałem się podejść bliżej.
By móc eksplorować dalsze zakątki wyspy, postanowiliśmy wynająć samochód. Tym sposobem przez dwa dni mieliśmy do dyspozycji czerwonego Hyundaia i20, z topowym 1.2 pod maską. Ku mojemu zaskoczeniu, jeździło się tym zadziwiająco dobrze.  

Przed przylotem na Kretę nawet nie przypuszczałem, że jazda Hyundaiem dostarczy mi tyle frajdy. 
Na parkingu przy rajskiej plaży Vai, na północno-wschodnim krańcu wyspy. Warto się tam wybrać.

Troszkę mu się zardzewiało
1.8 po raz trzeci!

Błądząc po Sitii

"Zrobimy mu zdjęcie w drodze powrotnej, przecież nigdzie się stąd nie ruszy". Tak było

Dzik!

Widok niezardzewiałych W202 początkowo wzbudzał we mnie szok. Podobnie jak 190tki - tylko benzynowe.


Favoritka w pickupie jest świetna. Mógłbym.
Samochód służby drogowej
I to by było na tyle. Ostatniego dnia, już w drodze na lotnisko, przed jednym z warsztatów widzieliśmy Malucha, ale niestety nie było czasu na zrobienie zdjęcia.

Kreta to przepiękna wyspa i mam nadzieję jeszcze kiedyś tam wrócić. Można wypocząć i przy okazji zapełnić pamięć w aparacie zdjęciami gratów.